niedziela, 20 grudnia 2015

Zimowy oddech poezji

Zapowiadają się kolejne święta pozbawione pięknej, skrzącej się w mrozie, bieli. Stęskniona za miękkim i puszystym śniegiem, który zamienia szarość miasta w magiczną, bajkową krainę, pragnę przywołać tą fantastyczną atmosferę za pomocą poetyckich wizji stworzonych przez poetów. Na początek wiersz Józefa Czechowicza pt. "Zima", który na liście ulubionych zajmuje wysokie miejsce:

Zima
Pada śnieg, prószy śnieg,
Wszędzie go nawiało.
Dachy są już białe,
Na ulicach biało.

Strojne w biel, w srebrny puch,
Latarnie się wdzięczą.
Dziń-dziń-dziń, dziń-dziń-dziń
Dzwonki sanek brzęczą.

Pada śnieg, prószy śnieg,
Bielutki jak mleko.
W sklepach gwar, w sklepach ruch:
- Gwiazdka niedaleko!

Jeszcze dzień, jeszcze dwa,
Chłopcy i dziewczynki,
Będą stać niby las
Na rynku choinki.

Kolejnym utworem, dzięki któremu poddaję się zimowej magii jest  "Gwiazda śnieżna" Marii Pawlikowskiej- Jasnorzewskiej:

"I czemuż Ten, co śnieg stworzył
I gwiazdy lepi z niego,
Architekt snów i diamentów w warsztatach swoich niebieskich
Nie zrobi z mojego życia gwiazdy zamiast śniegu,
Zdobiąc ją również misternie w ostrza, gałązki i kreski.

Stałabym w środku tak cicho, jak gdyby mnie już nie było
Patrząc, jak się wkoło mnie dowcipna
Prześliczność zagęszcza,
A w każdym kancie tej gwiazdy me serce
By głośno biło
I drżałoby każde ostrze ściągając pioruny szczęścia,
Aż On by sam się zadziwił żyjącej
Gwieździe szczęścia..."

Jednak jednym z moich ulubionych zimowych utworów jest fragment z  "Chatki Puchatka" A.A. Milne:

"Im bardziej pada śnieg
Bim-bom
Im bardziej prószy śnieg
Bim-bom
Tym bardziej sypie śnieg
Bim-bom
Jak biały puch z poduszki.
I nie wie zwierz ni człek
Bim-bom
Choć żyłby cały wiek
Bim-bom
Kiedy tak pada śnieg
Bim-bom
Jak marzną mi paluszki."

Każdy z tych wierszy jest swoistym zaklęciem, które sprawia, że wracam myślami do poprzednich zim... Białych, mroźnych, pełnych wzruszeń, ale także wypełnionych beztroską zabawą i dziecięcym śmiechem. Do zim, które, wbrew niskiej temperaturze, były bardzo gorące, które pachniały grzańcem i miłością i które pozostaną dla mnie synonimem szczęścia i magii. 

wtorek, 15 grudnia 2015

"Odlukrowywanie" świątecznego piernika

Atakowana z każdej możliwej strony tandetnymi bożonarodzeniowymi dekoracjami, wciąż tymi samymi świątecznymi piosenkami i sztucznie wyhodowaną szczęśliwością, nie potrafię odnaleźć magii Świąt Bożego Narodzenia. Im głośniej, barwniej, liczniej i niby radośniej wokoło, tym mniej we mnie oczekiwania i chęci przygotowania się do tych, idealizowanych przez telewizję i kolorowe czasopisma, chwil. Nie mam nastroju. Nie czuję atmosfery. Nie umiem obudzić w sobie ekscytacji i radości. Próbuję wracać do moich wspomnień z dzieciństwa i zastanawiam się nad tym, gdzie zapodziałam tę umiejętność cieszenia się przedświątecznym rozgardiaszem w domu, cudownymi aromatami wydobywającymi się z kuchni? Gdzie ukryły się podekscytowanie, niecierpliwe odliczanie dni do Wigilii i wyjątkowość tych kilku grudniowych momentów? Gdzie jest magia, o której wyjątkowości corocznie się przekonywałam, spędzając cudowne święta z najbliższymi? Zgubiłam, zapodziałam i zapomniałam... W natłoku spraw, w chaosie rzeczywistości, w coraz bardziej ciągnącej ku przyziemnym sprawom, dorosłości. Bo za dużo, za szybko, za pobieżnie... Świąteczne przygotowania?! Kiedy?! Jak?! Po co?! To tylko chwila... I już po wszystkim. Ale ten mój brak świątecznego entuzjazmu bierze się także z przecukrzonej i przelukrowanej tandety w reklamach, na sklepowych wystawach i czysto materialnym podejściu do celebrowania Bożego Narodzenia. Bo w tym roku choinka musi być większa, ozdoby zgodne z obowiązującymi w tym sezonie dekoratorskimi trendami, a lampki muszą oświetlić każdy centymetr domu. Bo oprócz zakupienia ton jedzenia i litrów napojów, trzeba wymienić garderobę, a przy okazji także meble. Bo jeszcze wizyta u kosmetyczki, fryzjera itp. W końcu ma być jak w reklamie, jak w katalogu, jak z bajki. Tylko pośród tego wszystkiego gubi się właśnie ta magia, cisza, oczekiwanie, bliskość i miłość. Przesłodzone obrazki stają się ideałem świąt, sterylna czystość domu i perfekcyjnie udekorowana choinka, zastępują ciepło i bliskość, a sztuczne uśmiechy modeli doskonale "zrobionych" przez sztab specjalistów, prawdziwość i szczerość uczuć. Przykre to i smutne... Dlatego w tym roku nie dam się złapać w trybiki komercyjnego bezmózgowia. Nie będę miała nowej sukienki, żeby wszystkim szczęki opadły przy wigilijnym stole, nie udekoruję wszystkich okien w mieszkaniu, żeby pokazać sąsiadom jaka jestem trendy, nie będę szaleć w supermarkecie i bezmyślnie napełniać wózek różnościami, których i tak nikt nie będzie w stanie zjeść. Skupię się na tym, co najważniejsze: na spędzeniu czasu z tymi, których kocham i podarowaniu im swojej uwagi, zaangażowania, a przede wszystkim miłości. Może dzięki temu poczuję czystą, dziecięcą radość z tych najpiękniejszych świąt, radość bez sztucznych dodatków i bez przesłodzenia, od którego może zemdlić.

Zadziwienie

Moje 45 lat - wiek słuszny, niemal zaawansowany i wskazujący na to, że posiadam życiową wiedzę oraz doświadczenie, które predestynują mnie d...