piątek, 21 kwietnia 2017

Wielka wymiana książkowa 3 - wiosna 2017

Grafika autorstwa Kasi z http://yummymummyideas.pl 

Ale się cieszę!!! Kolejny raz (drugi) mam okazję brać udział w "Wielkiej Wymianie Książkowej". Mój pierwszy raz miał miejsce rok temu, kiedy to moja koleżanka blogerka, prowadząca świetny blog ( katarzynagrzebyk.pl ), zaprosiła mnie do tej akcji. Wymiana okazała się być bardzo owocna i przyniosła mi wiele radości. Za drugim razem nie udało mi się przyłączyć do z powodu braku czasu i innych zawirowań, ale tym razem nie odpuszczę. I tak oto się melduję swą gotowość do wymiany. Wpis umieszczam dzisiaj, w ten piątkowy wieczór, ponieważ jutrzejszy dzień mam wypełniony różnymi innymi zajęciami (z racji zbliżającej się Komunii mojej córki mam ograniczony zasób czasu). 
Gorąco dziękuję Ewelinie Mierzwińskiej z www.ewelinamierzwinska.pl, która wysłała do mnie informację o planowanej wymianie oraz Magdalenie Erbel z www.savethemagicmoments.pl, która pomimo wielu obowiązków rodzicielskich, organizuje cały ten pozytywny zamęt książkowy. Dziękuję Wam Kobiety za Waszą energię i chęć zrobienia czegoś ciekawego, inspirującego i pożytecznego!

Przyłączam się do wymiany, mając do dyspozycji tylko kilka tytułów, ale są to książki ciekawe, wciągające i prawie nowe. Oczywiście, każda z nich została przeczytana, ale z racji tego, że zarówno ja, mój mąż jak i nasza córka mamy słabość do literatury i książek w ich tradycyjnej postaci, szanujemy je, jak najlepszych przyjaciół i towarzyszy życia.

Moja lista do wymiany przedstawia się następująco:

  1.  Marek Krajewski "Mock" - dobry kryminał w stylu retro - stan bardzo dobry. - już wymieniona
  2.  Andrzej Maleszka "Magiczne drzewo. Czerwone Krzesło" - coś dla młodszych czytelników - stan bardzo dobry.
  3. Jarosław Moździoch "Maska Luny" - horror z domieszką historii - stan bardzo dobry.
  4. Katarzyna Puzyńska "Motylek" - chyba nie mszę reklamować - stan bardzo dobry. - już wymieniona
  5. Olga Rudnicka "Cichy wielbiciel" - wciągający kryminał - stan bardzo dobry. -  już wymieniona
  6. Eduardo Sacheri "Sekret w ich oczach" - klimatyczna, kryminalna historia - stan bardzo dobry.
  7. Michael White "Ekwinokcjum" - ciekawa opowieść z historycznymi zagadkami (zdobycz z pierwszej wymiany książkowej) - lekkie ślady użytkowania.
Tak przedstawia się moja lista, ale zawsze mogę zaproponować jeszcze inne zdobycze z mojej biblioteczki, to zależy tylko od chętnych.

Zapraszam serdecznie do wymiany i udziału w Wielkiej Wymianie Książkowej!

wtorek, 11 kwietnia 2017

Kilka słów od Dobrochny

To tylko część naszych ozdób
Dzisiaj gościnnie wystąpi ze swoim wielkanocnym wpisem moja córeczka Dobrochna. Serdecznie zapraszam!

Witajcie Drodzy Czytelnicy bloga mojej mamy! Chciałam napisać o Wielkanocy, ale najpierw opowiem Wam o dzisiejszym dniu. Jak zwykle wstałam rano o szóstej ileś i od razu poszłam na kanapę. Oglądałam telewizję popijając ciepłe kakao. Lecz potem niechętnie szłam do łazienki myć zęby powtarzając "nie chcę mi się iść do szkoły". Ale jutro już nie muszę iść :-)   OK, a teraz o Wielkanocy: uważam, że jest ona: wesoła, tradycyjna, apetyczna, kolorowa, wiosenna i czasami ciepła, ale w tym roku nie wygląda na to (ma padać śnieg) :-( Czas robić pisanki, i kraszanki, i wydmuszki i...STOP! Chociaż to mało w porównaniu z tym, co pisze moja mama - popisałam się.
Niedługo ja będę prowadzić swój pamiętnik, to znaczy za parę lat ... WIĘC PA! A wszystkim życzę wesołych i ciepłych świąt!

Chyba rośnie mi konkurencja.
Pozdrawiam w tym przedświątecznym rozgardiaszu!

sobota, 8 kwietnia 2017

Świat pachnący sernikami i miłością

Piękna autorka i nauczycielka sernikowej magii
Księga sernikowej magii


Nigdy nie lubiłam piec. Jestem zbyt niecierpliwa, łatwo się zniechęcam i nie lubię tego całego rozgardiaszu w kuchni, który potem trzeba okiełznać. A poza tym, w mojej rodzinie jest tyle osób uzdolnionych kulinarnie i realizujących się w tej materii, że postanowiłam nie epatować swoim antytalentem i ograniczyć do bloku czekoladowego (szybko, prosto i bez pieczenia). Ale na mojej drodze stanęła pewna niezwykła kobieta i jej, jak się później okazało, magiczna księga. Tą kobietą jest moja koleżanka z czasów studenckich - Renata Czelny - Kawa. To osoba pełna ciepła, dobroci i uroku osobistego, ale przede wszystkim wrażliwości. Dzięki swoim kulinarnym pasjom stworzyła wspaniałe miejsce, w którym dzieli się z czytelnikami, nie tylko inspirującymi przepisami, ale także pokazuje to, jak wspaniale można łączyć pasję, talent, piękno i dobry smak. To magiczne miejsce to Raj dla Podniebienia.
Wielokrotnie zerkałam na bloga Reni, jak również na jej stronę z przepisami, ale nie z myślą, aby szaleć w kuchni realizując jej przepisy, tylko z ciekawości, fascynacji i dumy, że mam w gronie znajomych tak utalentowaną osobę. Nadszedł w końcu ten dzień, w którym dostałam książkę Renaty. Książkę niezwykłą, bo to nie jest tylko zbiór jej wspaniałych przepisów na sernikowe cudeńka w wersjach na słodko i bardziej wytrawnych. To przede wszystkim historia kobiety, która dzieli się swoim życiem i tym, co było dla niej natchnieniem. Mamy okazję poznać Renię, jako przeuroczą dziewczynkę, zachwyconą pięknem sielskiego klimatu dzieciństwa spędzanego u dziadków. Miejsce, wypełnione miłością, ciepłem, a przede wszystkim zapachem pieczonego przez babcię sernika, stanowi klucz do późniejszej pasji autorki "Serników słodkich i wytrawnych". Przeglądałam tę książkę z fascynacją, ciekawością, ale także z rosnącym, z każdym nowym przepisem, lękiem. Mając w pamięci moje wcześniejsze sernikowe "wyczyny", założyłam, że nie dam rady i tak niczego stworzyć, więc obejrzę, poczytam, podkulę ogon, a książkę schowam do biblioteczki. Ale stało się inaczej. Po pierwsze, Renatka ma świetny styl, a przede wszystkim w prosty i logiczny sposób opisuje kolejne kroki w tworzeniu sernikowych cudeniek. Skoro, nawet taki laik i ignorant jak ja, potrafi sobie to wyobrazić, to oznacza, że autorka doskonale zna się na rzeczy. Po drugie, intrygujące przepisy, np.: na sernik imbirowo - dyniowy czy kasztanowy z czekoladą i chili (to tylko mała część inspirujących przepisów) sprawiają, że chce się poznawać te nowe smaki, odkrywać nowe oblicza, tak popularnego na wielu stołach, sernika. Osobiście, dla tych mniej wtajemniczonych, polecam poczytać sernikowe rady, znajdujące się na końcu książki. Ja właśnie zaczęłam od tego, jak już moja córka, nieznoszącym sprzeciwu tonem, oświadczyła, że mam upiec sernik orzechowo-krówkowy z kremem z orzeszków ziemnych. O matko kochana!!! - przemknęło mi przez myśl. Ja i tak wymyślny przepis?! Ale moja ciekawość sprawiła, że skusiło mnie to połączenie smaków. Po skompletowaniu produktów, metodycznie, krok po kroku, z anielską cierpliwością i lekarską wręcz precyzją, realizowałam wytyczne. Wszystko przebiegało zgodnie z planem, ale pojawił się problem: pieczenie w kąpieli wodnej. Tak, wiem, że włożenie blachy z wodą do piekarnika to nie jest jakiś ekwilibrystyczny wyczyn, ale ja już tak mam, że czasem proste rzeczy wzbudzają we mnie irracjonalny lęk. Jak się okazało, zupełnie niepotrzebnie. Kiedy gotowe, wystudzone ciasto wyjęłam z piekarnika to był moment chwały, a kiedy już udekorowane cudo poddane zostało degustacji - to był moment mojego cukierniczego triumfu. Niesiona tym zwycięstwem podjęłam się kolejnego zadania, jakim był sernik kajmakowo - pomarańczowy z bananami i cynamonem. Początek nie był udany, bo po składniki biegałam do sklepu trzy razy (za każdym razem przekonana, że w domu mam już wszystko, co trzeba). Jednak i tym razem się udało!!! I jutro, z okazji urodzin, oczaruję moją rodzinę, która już się zapowiedziała w odwiedziny, niesamowitym smakiem tego ciasta. Jak się okazało, książka Renaty, to wspaniały podręcznik sztuki "sernikowania" i z całym sercem polecam go każdemu, nie tylko wprawionym cukiernikom, dla których pieczenie nie ma tajemnic, ale przede wszystkim tym, którzy stawiają swoje pierwsze kroki w tym temacie. Na czym polega niezwykłość "Serników słodkich i wytrawnych"? To książka napisana z miłością nie tylko do pieczenia, tworzenia i eksperymentowania, ale przede wszystkim z miłością do najbliższych, do tych, którzy sprawiają, że najzwyklejszy, wydawałoby się, sernik, staje się symbolem rodzinnego ciepła, bliskości i szczęścia. A poza tym, fakt, że z dwóch podjętych przeze mnie prób upieczenia sernika według przepisu, dwie okazały się strzałem w dziesiątkę, mówi sam za siebie.

P.S. Następny w kolejce, tym razem na wielkanocny stół, będzie sernik chałwowy z konfiturą śliwkową.

Sernik orzechowo -krówkowy z kremem z orzeszków ziemnych
Sernik kajmakowo - pomarańczowy z bananami i cynamonem

niedziela, 2 kwietnia 2017

Slow(olewanie)

 Jestem sama. Siedzę na miękkiej, świeżej, zielonej trawie. Słońce, ogrzewa moje plecy, ramiona i kark. Słyszę szczebiot ptactwa wszelakiego. I tak sobie siedzę beztrosko, bezproblemowo, bezstresowo...bezczynnie i bezproduktywnie. I mogłoby to trwać wiecznie, gdyby,  nie moja rozbrykana natura, która kocha ruch, energię i zmiany, ciągłe zmiany (Ci, którzy ze mną mieszkają wiedzą o czym piszę, bo czasem zdarza się, że wychodząc do sklepu wracają do kompletnie poprzestawianego umeblowania w mieszkaniu i zastanawiają się czy, aby dobrze trafili). Moja stabilność emocjonalna (umiarkowana) nie idzie zupełnie w parze działaniami podejmowanymi przeze mnie w moim życiu, w organizacji mojego otoczenia, w podejmowaniu decyzji. Moje motto ostatnio  brzmi - Idź na żywioł!!! Bez zbędnych analiz. Bez dociekań, bez tzw. gdybania. Zupełnie pod prąd, przeciwnie do ogólnoświatowych slow - trendów: "slow life'ów", "slow fashionizmów", magii olewania, sprzątania i "duńskich hygge'ów" itp.
Moda na minimalizm potrzeb, minimalizm w myślach, minimalizm w otoczeniu, na poszukiwanie siebie, podążanie za swoim wewnętrznym głosem, na docenianiu życia i jego, nawet najmniejszych, uroków... Niby każdy o tym wie, niby... Ale dopiero, kiedy takie podejście staje się popularne, kiedy większość książek na półkach księgarń, krzyczy: "slow", a w audycjach radiowych i telewizyjnych wychwala się pod nieboskłony tę, jakże niesamowitą sztukę życia,  wszyscy, niczym natchnieni i oświeceni nagłą prawdą o życiu myśliciele, tacy zaczytani, zaaferowani, podekscytowani i zachłyśnięci objawionymi prawidłami na pełniejsze życie, lepszą wizję siebie i świata wokół, próbują dostosować swoją dotychczasową egzystencję do nowej mody, ożywczego powiewu minimalizmu i prostoty oraz szeroko i głośno rozprzestrzeniającej się tej slow- histerii. Nie, ja nie mam nic przeciwko zmianom w życiu, zwłaszcza jeżeli mają one przynieść korzyści w postaci spokoju, wyciszenia, sprecyzowania swoich celów i wytyczenia ścieżki do ich realizacji. Nikomu nie odmawiam prawa do zatrzymania się w połowie drogi i zmiany kursu na przeciwny. Nikogo nie będę oceniać, ani potępiać. Przeraża mnie tylko fakt, że im głośniej się o szeroko pojętym slow mówi, pisze i czyta, tym mocniej odczuwam jakiś wewnętrzny dyskomfort i dysharmonię. Wynika to zapewne z mojego buntu wobec tego, co komercyjne, popularne, powszechne i rozchwytywane. Nie lubię podtykania pod nos gotowych rozwiązań i nie doceniam podanych na tacy recept na dobre i pełne życie. Wolę próbować, szukać, eksperymentować i doświadczać sama, w swoim tempie, w odpowiednim czasie, nastroju i chwili.
I tak na przykład, każdego roku o tej porze, kiedy przychodzi tzw. nowe - życie, zieleń, słońce, ciepło, jednym słowem, wiosna, we mnie, niczym niedźwiedź z zimowego snu, budzi się bestia lub jak to mówi mój szanowny małżonek - zło we mnie wstępuje (podejrzewam, że nie tylko we mnie, hi hi hi). I tak oto wkraczam w progi mieszkania siejąc spustoszenie i zniszczenie, aby z tego zimowego chaosu wydobyć wiosenną harmonię, piękno, przejrzystość i spokój. Czyszczę, opróżniam, wyrzucam, odkurzam, piorę, wietrzę i wynoszę tonę zbędnych rzeczy z mieszkania. Muszę zaznaczyć - moich rzeczy. Pozostali mieszkańcy (mąż i córka) to istoty chomikujące, w związku z czym tzw. wiosenna czystka odbywa się w tajemnicy przez nimi, w drodze szantażu, różnorodnych gróźb lub próbami przekupstwa. Oczyszczanie półek, szaf, komód i innych zakamarków ze zbędnych przedmiotów, ubrań czy innych bibelotów od zawsze było dla mnie terapią zarówno dla ciała jak i dla ducha. Pozbycie się balastu, uporządkowanie przestrzeni wokół siebie od zawsze wywoływało u mnie błogostan i ukojenie. Dopiero poczucie, że zawładnęłam chaosem na zewnątrz siebie, pozwala mi na poukładanie swojego wewnętrznego świata. A czas wiosennego przebudzenia zawsze daje mi potężnego kopniaka do przeorganizowania swojego życia. Dlatego, jak już pozbędę się nagromadzonych przez jesienno-zimowy czas bibelotow, ubrań dziwnie skurczonych, gazet, których aktualność jest już historyczna, a przede wszystkim myśli, które swoim ciężarem nie pozwalają oddychać pełną piersią, mogę otworzyć szerzej oczy i skupić wzrok na tym, czego wcześniej nie dostrzegłam, mogę cieszyć się nowym dniem, nawet jeśli ma być trudny i wymagający i wreszcie, mogę spokojnie celebrować życie na swój jedyny i niepowtarzalny sposób. Czego życzę każdemu bez względu na wiek, poglądy i poziom znerwicowania otaczającą nas rzeczywistością.

Zadziwienie

Moje 45 lat - wiek słuszny, niemal zaawansowany i wskazujący na to, że posiadam życiową wiedzę oraz doświadczenie, które predestynują mnie d...