Przejdź do głównej zawartości

Posty

Płycizna emocjonalna

Nie lubię monotonii. Marazmu. Zastania. Pozornego spokoju. Mielizny. Jednostajności. Bezruchu. Jak byłam młodsza, wydawało mi się, że poukładane, stabilne życie to szczyt moich marzeń. Uporządkowany dzień, kolejne zadania do wykonania, ład w głowie i ład w życiu - ordnung muss sein i mam szczęście zagwarantowane. Wygoda i pewien rodzaj komfortu psychicznego oraz materialnego sprawiają, że człowiek się rozleniwia. Osiada na nieruchomych wodach i wydaje mu się, że jest panem świata. Codziennie tapla się w swoim bagienku, pogrążają się w coraz większej mieliźnie. Bez wyzwań, bez wstrząsów, bez tej jednej iskry, która potrafi wzniecić emocjonalne pożary, staje się  postronnym obserwatorem życia. Nie kreatorem rzeczywistości, nie głównym uczestnikiem, ale biernym, czekającym na nie wiadomo co, człowieczkiem. Może dla wielu ludzi spokój i stabilizacja to największe szczęście? Może budowanie swojego świata na pozorach, lęku przed nieznanym, czy strachu przed tym, co ludzie powiedzą, jest ...

Zaklinając lato

Uwielbiam lato. Czas jakby zwalnia, prześlizgując się leniwie przez rozgrzane słońcem zakamarki miasta. A ja staję się spokojniejsza, bardziej nostalgiczna i nawet troszkę romantyczna. Uwielbiam przesiadywać wieczorami pod rozgwieżdżonym niebem i wpatrywać się w bezmiar granatu, a w słoneczne dni chłonę całą sobą ciepło, które kumuluję na jesienne szarugi i mroźne, zimowe godziny. Lato... najpiękniejsze momenty mojego życia przychodziły do mnie właśnie w takie jasne, ciepłe dni, tkając jedyny i niepowtarzalny patchwork, który za każdym razem, kiedy jest źle, smutno, szaro i jakoś tak emocjonalnie zimno, rozgrzewa serducho.  Każde  lato jest dla mnie taką chwilą celebrowania życia. Dni snują się leniwie, (najlepiej jak są skąpane w słońcu), a ja wracam to tych wszystkich minionych wakacyjnych miesięcy, które stały się już wspomnieniami i uśmiecham się do siebie... Bo już za mną pierwszy wyjazd bez rodziców, pierwsze wakacyjne porywy serca w rytm piosenki Roberta Chojnacki...

Wampiryzm energetyczny według mnie

Ileż to razy, budząc się rano, miałam głowę pełną ciepłych i jasnych myśli? Ile to razy z wielką nadzieją wyglądałam przez okno radując się z tego, że kolejny dzień przede mną? Ileż to razy, przepełniona optymizmem i buchającą na cztery strony świata pozytywną energią wychodziłam z domu na spotkanie z codziennością, będąc pełną wiary w to, że mogę góry przenosić, robić siedmiomilowe kroki na drodze mojej np. kariery, czy chociażby sięgać chmur swoją kreatywnością i twórczymi pasjami, dostawałam obuchem w głowę? Nie dosłownie, chociaż niekiedy zdarza mi się "przydzwonić" w jakąś framugę albo otwarte drzwi szafy lub łazienki. Chodzi mi raczej o ten niematerialny rodzaj obucha, którego używają (bardziej lub mniej przypadkowi) współtowarzysze mojej egzystencji i którzy to, umiejętnie oraz bardzo skutecznie, potrafią podciąć skrzydła, wykopać dołek, wbić w plecy, albo wyssać do ostatniej kropelki energię życiową. A tak przy okazji... skąd się bierze taki sprzęt wielozadaniowy o s...

Metoda na chłopa

Gdzieś pomiędzy odkurzaniem mieszkania, ścieraniem podłogi i nastawianiem prania, usłyszałam w głowie głos z pretensją i wyrzutem pytający mnie: "Gdzie teraz jest ten, małżonkiem zwany, osobnik, który przed ślubem obiecał dobrowolnie i bez użycia środków przymusu bezpośredniego, pomoc w pracach domowych? Cóż jest tak ważnego, Kobieto jego marzeń i snów, że zostałaś sama w nudnych i męczących pracach domowych? I czemu, słysząc odkurzacz, mąż Twój, oddala się na tyle bezpieczną odległość, aby przypadkiem nie być w zasięgu potwora (i nie chodzi tu bynajmniej o Ciebie, uciśniona, zmęczona i spocona Kobieto), a widząc ścierkę i mopa, dyskretnie wymyka się z mieszkania, nie chcąc zapewne przeszkadzać?" I tak te moje myśli skierowały mnie do przeszłości, do czasów wczesnej młodości, kiedy zamiast uczyć się tego, w jaki sposób wykorzystywać swój dziewczęcy urok na płci przeciwnej, wolałam bawić się z chłopakami w podchody i grać w piłkę. I jakoś tak mijały lata. Moje koleżanki miały...

Przebłyski majowe

Uwielbiam ten majowy czas... Dłuższe dni, pełne, tak wyczekiwanego słońca, cudowne wieczorne spacery, rozmowy przy małym (lub jak kto woli dużym) piwie, a w perspektywie nadchodzące lato i wakacje. Nęcący zapach letnich przygód,  wielka niewiadoma i to oczekiwanie na coś, co może przyjść wraz z upalnymi dniami i gorącymi wieczorami, sprawiają, że w mojej głowie znowu pełno liryzmu. *** Twoje "Dobranoc",  moje "Dzień dobry"- słowa, co tkają nici między nami, Coraz ich więcej... Misterne konstrukcje słów -  Wieże strzeliste bez ozdobników, Bez upiększeń -  Czyste skrystalizowane pożądanie. Twoje "Dobranoc", moje "Dzień dobry" -  magiczne klucze  do nas samych. *** Być obok Ciebie przez chwilkę - To jakby dotknąć skrawka nieba, To poczuć lekkość, która unosi ponad ziemię. Patrzeć na Ciebie od czasu do czasu - To jakby muśnięcie morskiej bryzy, To jak pieszczota pierwszych promieni słońca.   ***...