Przejdź do głównej zawartości

Posty

Duma i honor

Opis sytuacji: zimowy dzień, śnieg sypie od rana, ciężki i mokry, parking pełen samochodów i jak się okazało, niebezpiecznych uskoków zakamuflowanych białą i podstępną bielą. Przez tę krainę, rodem z Alaski czy Syberii, podąża człowiek (płeć i wiek nie ma znaczenia) krokiem wyniosłym, dumnym, z głową uniesioną ponad przeciętność i nakrytą czapką z pomponem (czapka stanowi istotny element tej historii). Nieopodal, niezauważone przez nikogo, stoją dwie postacie, oddające się nikotynowemu nałogowi, które stały się świadkami spektakularnego upadku człowieka. Bo otóż, na niczego niespodziewającą się istotę w czapce sprzysięgły się jakieś czarne moce i sprawiły, że ziemia usunęła jej się spod stóp. Jakby tego było mało, usunięcie to doprowadziło do upadku, zakończonego zanurzeniem się  w olbrzymią zaspę z takim impetem, że okrycie głowy, o którym już wspomniałam, podskoczyło do góry uwolnione prawami fizyki i zgodnie z tymi samymi prawami upadło obok zaskoczonej i zaśnieżonej ofiary z...

Lirycznie

Wyciągam z szuflady komody wyblakłe kartki, na stronach pamiętnika czają się wersy, w kalendarzu wyglądają niedbale nakreślone moją ręką słowa. W chwilach, które domagają się twórczej uwagi, albo w momentach zamyśleń, wspomnień czy marzeń... Tak powstają moje wiersze. Czasem to ja je znajduję, ale najczęściej to one znajdują mnie... Ekstaza Tylko przez moment Zatopić się w twoich ramionach, Zapaść się pod ciężarem bytu, Rozbić się na miliony gwiazd w twoich oczach. A potem Szukać i znaleźć Pragnąć i mieć Pożądać i ulec Tylko przez moment Znaczyć na twym ciele Znak własności Tylko przez moment W przebłysku wieczności W mgnieniu nieskończoności W pra-wybuchu istnienia Tylko przez moment, W którym już nas nie ma. ***  Rozbierasz mnie z codzienności Delikatnie rozwiązujesz Supełki zmartwień Niecierpliwie rozpinasz Guziki zwątpień Gwałtownie rozsuwasz  czarne myśli Powoli ściągasz Kolczyki złych słów Łagodni...

Prezent, którego nie kupię

Święta tuż, tuż... Czekam na nie już od momentu, kiedy się skończą i oczekiwanie to bardzo mi się dłuży.. Ale, jak już grudzień wkroczy wraz ze świątecznymi piosenkami, błyszczącymi  lampkami, a czasem nawet z bielą śniegu i mrozem, zaczyna się wyścig, maraton, sprint i bieg z przeszkodami w jednym. Niestety, dla mnie ten czas, nie jest tylko podporządkowany świątecznym przygotowaniom, ale pracy zawodowej i produkowaniu całej góry dokumentów. Przyzwyczaiłam się do tego, bo tak mam od jakiś 10 lat... Ale coraz bardziej zaczyna mi to przeszkadzać. Ten brak czasu na celebrowanie przedświątecznego rozgardiaszu, rozkoszowanie się aromatami bożonarodzeniowych przysmaków, robienie wszystkiego "po łebkach" i w jakimś takim nerwowo-sfrustrowanym nastroju. I tak sobie pomyślałam, w pewną grudniową sobotę, kiedy zamierzając upiec pierniki na choinkę, musiałam uznać wyższość matki natury i pogodzić się z brakiem elektryczności (piekarnik, niestety bez prądu nie chciał współpracować), si...

Słowo w obrazie – obraz w słowie: subiektywnie o ekranizacjach

 Post ten powstał na podstawie tekstu, który napisałam w odpowiedzi na prośbę Kasi z http://katarzynagrzebyk.pl/ , która zaprosiła mnie do tego, abym wypowiedziała się na temat ekranizacji do drugiego numeru "Blogostrefy" - http://blogostrefa.net/ . Dla wielbicieli słowa pisanego, a przede wszystkim literackich uniesień -   od romantycznych i wzruszających, poprzez fantastyczne i niesamowite, aż po te mrożące krew w żyłach i przyprawiające gęsią skórkę - ekranizacje książek mogą stanowić nie lada wyzwanie. Bardzo trudno jest przejść do porządku dziennego, kiedy twórczość ulubionego pisarza zostaje „sprofanowana” przez nieudolną ekranizację. Dobra książka obroni się sama, ale kiepski film na jej podstawie, może stać się bardzo skutecznym „odstraszaczem” od osoby pisarza czy gatunku literackiego. Jeszcze trudniej otrząsnąć się z szoku, jaki może wywołać rewelacyjny film nakręcony, jak się okazuje, na podstawie słabego lub nijakiego utworu, ponieważ widz może czuć się os...

Efekt B.B.

Dzisiejszy post nie będzie, wbrew pozorom, o  nowościach kosmetycznych, ani o rajstopach z cudownymi właściwościami, ani o żadnych kalesonach (co sugerował mi kolega). Nie  będzie także o znanej aktorce, chociaż skrót B.B. może insynuować, że o tę niesamowitą kobietę chodzi. Nic z tych rzeczy. Będzie raczej brutalnie, uszczypliwie i szyderczo, bo temat, którym pragnę się z Wami podzielić dotyczy nadęcia (nie mylić ze wzdęciem, chociaż efekt podobny), dumy, tandetnego efekciarstwa, megalomanii, żenującego pozerstwa, jednym słowem bufonady. Nie omieszkam wytknąć przy tej okazji różnych braków jednostek uprawiających, jakże piękną sztukę bufonady, od braku wykształcenia, inteligencji, w tym tej emocjonalnej, poprzez brak elementarnych zasad savoir vivre, aż do braku najzwyklejszej przyzwoitości i umiejętności budowania relacji z innym człowiekiem na zdrowych zasadach, pozbawionych interesowności, chęci manipulacji i bez wykorzystywa...

Celebrowanie życia

"Wierzę, że jeśli zaczniesz myśleć pozytywnie, a nie wzdychać z rezygnacją, że to czy tamto znów tak samo, i powstrzymasz rąk opadanie, to znajdziesz w sobie energię, żeby podołać. Wiem, że ją masz. Gdyby Cię odpowiednio podłączyć, cały Sanok przez noc byś oświetliła!!!" - takie oto słowa skierowała do mnie pewnego czerwcowego dnia roku pańskiego 2009, Ewelina - kobieta, z którą los (na całe szczęście!!!) zetknął mnie podczas studiów,  i która do tej pory gości w moim życiu.  Stało się to w czasie, kiedy przeżywałam trudne chwile zarówno w małżeństwie, jak i zawodowo. Kiedy w mojej głowie rozsiały się same czarne myśli i nie widziałam niczego pozytywnego wokół, kiedy  zmęczyło mnie ciągłe, samotne użeranie się z życiem, kiedy sił było coraz mniej, miłość się skurczyła, a  zgorzknienie i rezygnacja stały się jedynymi towarzyszkami moich dni. Tak jakoś się porobiło. Pogubiłam się i wpadłam w stan marazmu. To właśnie obecność Eweliny i pozostałych moich przyjac...