Przejdź do głównej zawartości

Posty

Blondynka w oparach absurdu

Blondynce teoretycznie powinno być łatwiej. Nie chodzi mi o kolor włosów, który może stać się symbolem kobiecości, a tym samym wabikiem potencjalnych kandydatów na życiowego partnera. Ani o sposób bycia niektórych posiadaczek blond czupryny, czy to w wydaniu naturalnym czy też będącym efektem zabiegów koloryzacji, polegający na notorycznie stosowanej technice słodkiej idiotki, której wszystko ujdzie płazem i której każdy będzie chciał pomóc w, najbardziej nawet błahej, potyczce życiowej. Rozchodzi mi się bardziej o fakt, że są takie blondynki, które wbrew obiegowej opinii, pragną same sobie poradzić w rozplątywaniu życiowych zawijasów, które nie szukają pomocy, wsparcia czy też czegoś innego w przedstawicielach płci męskiej, które biorą na bary, to co przyniesie im los, codzienność czy też dołożą inni i które nie robią tzw. dzióbka i wielkich kocich oczu (wzorując się na pewnej postaci z pewnego filmu animowanego) pragnąc dopiąć swego. Bo, czy ktoś się z tym zgadza czy też nie, są tak...

Powrót do przeszłości

Żeby było jasne - wiersze pisałam od kiedy zaczęłam opanowywać materię słowną, semantyczną i brzmieniową. Kiedy wodospady różnych emocji rozsadzały mi serce i szukając dla nich ujścia sięgałam po skrawek czystej kartki i długopis. Pierwsze próby były nieudolne i jak teraz czytam te moje wydumane i górnolotne zapiski, na moich ustach pojawia się ironiczny uśmiech pełen politowania i zawstydzenia.  Myślałam nawet, że tak już będzie z każdym moim tekstem... przefiltrowane przez czas, doświadczenia, coraz bardziej sceptyczny umysł i coraz mniej wrażliwe serce miały stać się w moim mniemaniu, świadectwem niedojrzałości, młodzieńczych, naiwnych i pozbawionych wirtuozerii słownej wierszokleckich fantasmagorii. Ale, jak to zwykle bywa, świat jest przewrotny i zaskakujący. Bo jakże tu nie być zaskoczoną, kiedy podczas ostatnich gruntownych porządków w mieszkaniu, w moje ręce wpadły dwa tomiki z czasów licealnych, w których znalazłam swoje wiersze. Z drżeniem serca, z ironią wypisania n...

Niebezpieczna strefa komfortu

W końcu zebrałam się w sobie i piszę. Ostatnie tygodnie były dla mnie, osoby z reguły wyluzowanej i zdystansowanej, pełne stresu, niepokoju i innych frustrujących wydarzeń związanych z ważną uroczystością mojej córki. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie ja pierwsza i nie ostatnia organizowałam dziecku przyjęcie komunijne, ale jakoś tak to na mnie wpłynęło destrukcyjnie pod względem emocjonalnym i kompletnie wybiło z rytmu, porządku i zburzyło moją strefę komfortu, w której świetnie się przecież odnajdywałam i czułam. Ale czas zebrać się w sobie, postawić do pionu i wrócić do aktywności intelektualnej. A pomysł na ten wpis zrodził się w mojej głowie pod wpływem kilku wydarzeń, które wyskoczyły, niczym królik z kapelusza, i które udowodniły mi po raz kolejny, że w życiu nie ma czegoś takiego jak constans, że nie warto ufać nikomu, a zwłaszcza sobie i że trzeba być gotowym na każde, nawet najbardziej abstrakcyjne, niespodzianki. Każdy z nas szuka dla siebie miejsca pośród tysiąca obowiązk...

Wielka wymiana książkowa 3 - wiosna 2017

Grafika autorstwa Kasi z http://yummymummyideas.pl  Ale się cieszę!!! Kolejny raz (drugi) mam okazję brać udział w "Wielkiej Wymianie Książkowej". Mój pierwszy raz miał miejsce rok temu, kiedy to moja koleżanka blogerka, prowadząca świetny blog (  katarzynagrzebyk.pl  ), zaprosiła mnie do tej akcji. Wymiana okazała się być bardzo owocna i przyniosła mi wiele radości. Za drugim razem nie udało mi się przyłączyć do z powodu braku czasu i innych zawirowań, ale tym razem nie odpuszczę. I tak oto się melduję swą gotowość do wymiany. Wpis umieszczam dzisiaj, w ten piątkowy wieczór, ponieważ jutrzejszy dzień mam wypełniony różnymi innymi zajęciami (z racji zbliżającej się Komunii mojej córki mam ograniczony zasób czasu).  Gorąco dziękuję Ewelinie Mierzwińskiej z www.ewelinamierzwinska.pl , która wysłała do mnie informację o planowanej wymianie oraz Magdalenie Erbel z  www.savethemagicmoments.pl , która pomimo wielu obowiązków rodzicielskich, organizuje cały ten...

Kilka słów od Dobrochny

To tylko część naszych ozdób Dzisiaj gościnnie wystąpi ze swoim wielkanocnym wpisem moja córeczka Dobrochna. Serdecznie zapraszam! Witajcie Drodzy Czytelnicy bloga mojej mamy! Chciałam napisać o Wielkanocy, ale najpierw opowiem Wam o dzisiejszym dniu. Jak zwykle wstałam rano o szóstej ileś i od razu poszłam na kanapę. Oglądałam telewizję popijając ciepłe kakao. Lecz potem niechętnie szłam do łazienki myć zęby powtarzając "nie chcę mi się iść do szkoły". Ale jutro już nie muszę iść :-)   OK, a teraz o Wielkanocy: uważam, że jest ona: wesoła, tradycyjna, apetyczna, kolorowa, wiosenna i czasami ciepła, ale w tym roku nie wygląda na to (ma padać śnieg) :-( Czas robić pisanki, i kraszanki, i wydmuszki i...STOP! Chociaż to mało w porównaniu z tym, co pisze moja mama - popisałam się. Niedługo ja będę prowadzić swój pamiętnik, to znaczy za parę lat ... WIĘC PA! A wszystkim życzę wesołych i ciepłych świąt! Chyba rośnie mi konkurencja. Pozdrawiam w tym przedświątecznym rozga...

Świat pachnący sernikami i miłością

Piękna autorka i nauczycielka sernikowej magii Księga sernikowej magii Nigdy nie lubiłam piec. Jestem zbyt niecierpliwa, łatwo się zniechęcam i nie lubię tego całego rozgardiaszu w kuchni, który potem trzeba okiełznać. A poza tym, w mojej rodzinie jest tyle osób uzdolnionych kulinarnie i realizujących się w tej materii, że postanowiłam nie epatować swoim antytalentem i ograniczyć do bloku czekoladowego (szybko, prosto i bez pieczenia). Ale na mojej drodze stanęła pewna niezwykła kobieta i jej, jak się później okazało, magiczna księga. Tą kobietą jest moja koleżanka z czasów studenckich - Renata Czelny - Kawa. To osoba pełna ciepła, dobroci i uroku osobistego, ale przede wszystkim wrażliwości. Dzięki swoim kulinarnym pasjom stworzyła wspaniałe miejsce, w którym dzieli się z czytelnikami, nie tylko inspirującymi przepisami, ale także pokazuje to, jak wspaniale można łączyć pasję, talent, piękno i dobry smak. To magiczne miejsce to   Raj dla Podniebienia . Wielokrotnie ze...

Slow(olewanie)

 Jestem sama. Siedzę na miękkiej, świeżej, zielonej trawie. Słońce, ogrzewa moje plecy, ramiona i kark. Słyszę szczebiot ptactwa wszelakiego. I tak sobie siedzę beztrosko, bezproblemowo, bezstresowo...bezczynnie i bezproduktywnie. I mogłoby to trwać wiecznie, gdyby,  nie moja rozbrykana natura, która kocha ruch, energię i zmiany, ciągłe zmiany (Ci, którzy ze mną mieszkają wiedzą o czym piszę, bo czasem zdarza się, że wychodząc do sklepu wracają do kompletnie poprzestawianego umeblowania w mieszkaniu i zastanawiają się czy, aby dobrze trafili). Moja stabilność emocjonalna (umiarkowana) nie idzie zupełnie w parze działaniami podejmowanymi przeze mnie w moim życiu, w organizacji mojego otoczenia, w podejmowaniu decyzji. Moje motto ostatnio  brzmi - Idź na żywioł!!! Bez zbędnych analiz. Bez dociekań, bez tzw. gdybania. Zupełnie pod prąd, przeciwnie do ogólnoświatowych slow - trendów: "slow life'ów", "slow fashionizmów", magii olewania, sprzątania i "duńskich...