Przejdź do głównej zawartości

Posty

W pogoni za pracą

Podejście drugie do wpisu. Za pierwszym razem cały tekst się ulotnił szybciej niż absztyfikant, któremu wizja ślubu zupełnie nie pasowała do planów na życie. Ale nie poddając się frustracji, nie złorzecząc na swoją nadpobudliwość, która przyczyniła się do skasowania całego posta (przyznaję się bez bicia - nie zapisywałam stworzonego tekstu, nie mam tego nawyku, niestety) uparłam się i nie odpuszczę. Temat dzisiejszego wpisu zrodził się pod wpływem wielu doświadczeń - nie tylko moich, sytuacji na rynku pracy, szczególnie w takim miasteczku jak Sanok oraz z rozdźwięku, jaki powstaje pod wpływem informacji medialnych o spadku  bezrobocia, wysokości  z średniej pensji i braku rąk do pracy z tym, co ja sobie bardzo subiektywnie i egoistycznie myślę. Praca. Wymarzona, narzucona, wymuszona przez okoliczności czy też przypadkowo znaleziona powinna być zajęciem sprawiającym przynajmniej minimum radości. Większość z nas stanęła przed wyzwaniem jakim jest odnalezienie się na ryn...

Czego nie będę życzć Młodej Parze

Jutro idziemy z małżonkiem ( uściślając - moim małżonkiem, a nie pożyczonym czy wykradzionym) na ślub mojego kolegi z pracy.  Zastanawiałam się dzisiaj nad tym, czego życzyć wkraczającym na nową drogę życia tak cudownie zakochanym, dobrym, pełnych ciepła młodym ludziom. I wiecie co? Postanowiłam,  że zrobię listę tych życzeń, których nie chcę im składać. Z wielu powodów - bo oklepane, sztampowe, zwyczajne, zalatujące pustosłowiem i czczą paplaniną.  Tak więc wyszło mi, że nie będę życzyć Młodej Parze miłości. Bez sensu. Wiem przecież, że decyzja o ślubie była podyktowana głosem serca, pewnością, że to ta jedyna, że to ten jedyny. Mają już miłość. Teraz pozostaje im tylko ją pielęgnować i trwać w niej jak najdłużej, a najlepiej po życia kres. Nie będę także życzyć im licznego potomstwa. Nie lubię stawiać innych w niekomfortowej sytuacji. Może nie planują? A może chcą mieć tuzin pociech? Nie wnikam, nie jestem wścibska i nie będę narzucać nikomu przymusu zwiększania przy...

Blondynka w oparach absurdu

Blondynce teoretycznie powinno być łatwiej. Nie chodzi mi o kolor włosów, który może stać się symbolem kobiecości, a tym samym wabikiem potencjalnych kandydatów na życiowego partnera. Ani o sposób bycia niektórych posiadaczek blond czupryny, czy to w wydaniu naturalnym czy też będącym efektem zabiegów koloryzacji, polegający na notorycznie stosowanej technice słodkiej idiotki, której wszystko ujdzie płazem i której każdy będzie chciał pomóc w, najbardziej nawet błahej, potyczce życiowej. Rozchodzi mi się bardziej o fakt, że są takie blondynki, które wbrew obiegowej opinii, pragną same sobie poradzić w rozplątywaniu życiowych zawijasów, które nie szukają pomocy, wsparcia czy też czegoś innego w przedstawicielach płci męskiej, które biorą na bary, to co przyniesie im los, codzienność czy też dołożą inni i które nie robią tzw. dzióbka i wielkich kocich oczu (wzorując się na pewnej postaci z pewnego filmu animowanego) pragnąc dopiąć swego. Bo, czy ktoś się z tym zgadza czy też nie, są tak...

Powrót do przeszłości

Żeby było jasne - wiersze pisałam od kiedy zaczęłam opanowywać materię słowną, semantyczną i brzmieniową. Kiedy wodospady różnych emocji rozsadzały mi serce i szukając dla nich ujścia sięgałam po skrawek czystej kartki i długopis. Pierwsze próby były nieudolne i jak teraz czytam te moje wydumane i górnolotne zapiski, na moich ustach pojawia się ironiczny uśmiech pełen politowania i zawstydzenia.  Myślałam nawet, że tak już będzie z każdym moim tekstem... przefiltrowane przez czas, doświadczenia, coraz bardziej sceptyczny umysł i coraz mniej wrażliwe serce miały stać się w moim mniemaniu, świadectwem niedojrzałości, młodzieńczych, naiwnych i pozbawionych wirtuozerii słownej wierszokleckich fantasmagorii. Ale, jak to zwykle bywa, świat jest przewrotny i zaskakujący. Bo jakże tu nie być zaskoczoną, kiedy podczas ostatnich gruntownych porządków w mieszkaniu, w moje ręce wpadły dwa tomiki z czasów licealnych, w których znalazłam swoje wiersze. Z drżeniem serca, z ironią wypisania n...

Niebezpieczna strefa komfortu

W końcu zebrałam się w sobie i piszę. Ostatnie tygodnie były dla mnie, osoby z reguły wyluzowanej i zdystansowanej, pełne stresu, niepokoju i innych frustrujących wydarzeń związanych z ważną uroczystością mojej córki. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie ja pierwsza i nie ostatnia organizowałam dziecku przyjęcie komunijne, ale jakoś tak to na mnie wpłynęło destrukcyjnie pod względem emocjonalnym i kompletnie wybiło z rytmu, porządku i zburzyło moją strefę komfortu, w której świetnie się przecież odnajdywałam i czułam. Ale czas zebrać się w sobie, postawić do pionu i wrócić do aktywności intelektualnej. A pomysł na ten wpis zrodził się w mojej głowie pod wpływem kilku wydarzeń, które wyskoczyły, niczym królik z kapelusza, i które udowodniły mi po raz kolejny, że w życiu nie ma czegoś takiego jak constans, że nie warto ufać nikomu, a zwłaszcza sobie i że trzeba być gotowym na każde, nawet najbardziej abstrakcyjne, niespodzianki. Każdy z nas szuka dla siebie miejsca pośród tysiąca obowiązk...

Wielka wymiana książkowa 3 - wiosna 2017

Grafika autorstwa Kasi z http://yummymummyideas.pl  Ale się cieszę!!! Kolejny raz (drugi) mam okazję brać udział w "Wielkiej Wymianie Książkowej". Mój pierwszy raz miał miejsce rok temu, kiedy to moja koleżanka blogerka, prowadząca świetny blog (  katarzynagrzebyk.pl  ), zaprosiła mnie do tej akcji. Wymiana okazała się być bardzo owocna i przyniosła mi wiele radości. Za drugim razem nie udało mi się przyłączyć do z powodu braku czasu i innych zawirowań, ale tym razem nie odpuszczę. I tak oto się melduję swą gotowość do wymiany. Wpis umieszczam dzisiaj, w ten piątkowy wieczór, ponieważ jutrzejszy dzień mam wypełniony różnymi innymi zajęciami (z racji zbliżającej się Komunii mojej córki mam ograniczony zasób czasu).  Gorąco dziękuję Ewelinie Mierzwińskiej z www.ewelinamierzwinska.pl , która wysłała do mnie informację o planowanej wymianie oraz Magdalenie Erbel z  www.savethemagicmoments.pl , która pomimo wielu obowiązków rodzicielskich, organizuje cały ten...

Kilka słów od Dobrochny

To tylko część naszych ozdób Dzisiaj gościnnie wystąpi ze swoim wielkanocnym wpisem moja córeczka Dobrochna. Serdecznie zapraszam! Witajcie Drodzy Czytelnicy bloga mojej mamy! Chciałam napisać o Wielkanocy, ale najpierw opowiem Wam o dzisiejszym dniu. Jak zwykle wstałam rano o szóstej ileś i od razu poszłam na kanapę. Oglądałam telewizję popijając ciepłe kakao. Lecz potem niechętnie szłam do łazienki myć zęby powtarzając "nie chcę mi się iść do szkoły". Ale jutro już nie muszę iść :-)   OK, a teraz o Wielkanocy: uważam, że jest ona: wesoła, tradycyjna, apetyczna, kolorowa, wiosenna i czasami ciepła, ale w tym roku nie wygląda na to (ma padać śnieg) :-( Czas robić pisanki, i kraszanki, i wydmuszki i...STOP! Chociaż to mało w porównaniu z tym, co pisze moja mama - popisałam się. Niedługo ja będę prowadzić swój pamiętnik, to znaczy za parę lat ... WIĘC PA! A wszystkim życzę wesołych i ciepłych świąt! Chyba rośnie mi konkurencja. Pozdrawiam w tym przedświątecznym rozga...