Przejdź do głównej zawartości

Posty

Badać mi się, ale już!!!

 C44 - w wykazie jednostek chorobowych wg międzynarodowej klasyfikacji pod tym symbolem znajdują się inne nowotwory skóry. W dzisiaj dowiedziałam się, że ten symbol dotyczy mnie. Szok i niedowierzanie to pierwsze uczucia, które do mnie dotarły. Ale jak to? Przecież nic mnie nie bolało. Mam tylko jakąś dziwną bliznę na głowie. "Takie rzeczy nie bolą" - powiedział lekarz. I to mnie zmroziło... A wszystko zaczęło się jakieś cztery lata temu od małej kropki na głowie, którą sobie zdrapałam. Robiłam to sukcesywnie, jak tylko poczułam pod palcami jakieś zgrubienie. Nie przywiązywałam do tego najmniejszej uwagi. Ot, jakiś kaszak, strupek jakiś albo uczulenie na farbę (przecież kolor blond to mój ulubiony odcień włosów). Totalnie zlałam ten temat, mówiąc kolokwialnie. Skoro nie bolało i nie było tego widać, po cóż miałam sobie zaprzątać głowę, a tym bardziej zabierać czas lekarzom, którzy w tym czasie mogliby pomóc naprawdę chorym ludziom. I tak sobie żyłam spokojnie od czasu do czas...

Oswoić samą siebie

Nie było mnie tu chwilę. Z głupiego powodu. Ktoś powiedział mi, że pisząc teksty na bloga użalam się nad sobą. Zabolało mnie to okrutnie. I zrobiło mi się przykro.  Fakt, to o czym piszę nie jest o rzeczach lekkich, łatwych i przyjemnych, nie rzygam tęczą i nie epatuję bezzasadnym optymizmem. Moje teksty powstają na podstawie moich doświadczeń, przemyśleń, a przede wszystkim tego, co niesie mi życie. Moje życie. I to w jaki sposób odbieram rzeczywistość, jak ją interpretuję i w jaki sposób się do niej dostosowuję to tylko i wyłącznie moja sprawa.  Nie bronię nikomu posiadania własnego zdania na temat moich tekstów. Nie zmuszam też nikogo do ich czytania. Lubię pisać i będę to robić, bez względu na to czy komuś się to podoba czy nie.  Mój blog - moje zasady. Trzeba być egoistką, bo nie da się zadowolić wszystkich wokół.        Ostatnie miesiące udowodniły mi po raz kolejny, że  nie można deprecjonować swoich potrzeb, zagłuszać intuicji i robić...

Zanim to zrobisz, zastanów się trzy razy

Patrzysz na mnie z zainteresowaniem, kiedy przechodzę przez ulicę. Uśmiechasz się mijając mnie na chodniku. Prawisz komplementy, na które albo uśmiecham się z wyniosłością i wtedy masz mnie za nieczułą i zimną kobietę zadzierającą nosa, albo reaguję ze złością, sprowadzając cię na ziemię i ukazując swoje mroczne oblicze. Musisz wiedzieć, że tani podryw działa na mnie jak płachta na byka, wyświechtane banały i ten sam zestaw słów powtarzany każdej kobiecie, obranej za obiekt podrywu, sprawiają, że wstępuje we mnie zło. Nie jestem z tych, które za wszelką cenę muszą uwiesić się na męskim ramieniu, aby czuć swoją wartość i atrakcyjność. Nie imponuje mi bycie kolejną zdobyczą, zabawką na jedną noc, foczką czy laską do zaliczenia. Nie potrzebuję być z kimś tylko dla tego, żeby uciec od samotności, a w gronie "sparowanych" znajomych nie być piątym kołem u wozu. I jeśli kiedykolwiek, w jakimś myślowym przebłysku intelektu, uczuć czy czegoś innego, przyjdzie ci na myśl, aby się ze...

Jak zostałam darmową psychoterapeutką

Ostatnie tygodnie były dla mnie niezwykle intensywne pod względem emocjonalnym. Dałam się świadomie wplątać w dziwną relację polegającą na pasożytniczym potraktowaniu mojego życiowego doświadczenia, umiejętnym zmanipulowaniu i wykorzystaniu moich słabości, w celu poprawiania sobie przez kogoś samooceny i poczucia własnej wartości. Osobnik ten, wykorzystując ogólnie dostępne środki komunikacji, rozpoczął ze mną perfidną grę polegającą na otumanieniu samotnej kobiety, zbajerowaniu pięknymi słówkami i stworzeniu iluzji czegoś na kształt związku, a co tak naprawdę było jedną wielką bujdą, fantasmagorią i kaprysem niedojrzałego i egoistycznie nastawionego do świata dziecka udającego mężczyznę. A ja, naiwna i głupia dałam się wciągnąć w to wszystko. Poddałam się czarowi słów, chociaż z tylu głowy zaświeciła mi czerwona lampka i oślepiała ostrzegawczym światłem mój rozum.  Ale on nie reagował na alarm. Przynajmniej do pewnego momentu. Dałam się omamić. Zbajerować. Zmanipulować. Dlacz...

Wypełnianie pustki, kruszenie kamieni

"Kiedy piszecie, też chcecie uwolnić się od świata, nieprawdaż? Oczywiście, że tak. Podczas pisania tworzycie własne światy. Tak naprawdę mówimy o czymś, co można by nazwać twórczym snem." (Stephen King Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika) Pisanie zawsze było moją odskocznią. Uwielbiam słowa za ich brzmienie, za sens, który nadają myślom, a przede wszystkim za magiczną moc, dzięki której wracam do tego, co było i jaka byłam ja. Pisanie stało się dla mnie sposobem na zatrzymanie czasu, uchwycenia ulotności chwil, subtelności uczuć i tych momentów, o których, kiedy przeminą, szybko się zapomina. Dlatego pisałam pamiętnik. Począwszy od szóstej klasy szkoły podstawowej, w miarę systematycznie, aż do końca studiów. Potem zdarzało mi się to coraz rzadziej, aż zamilkłam. Nie wiem dlaczego. Może zbyt dużo spraw na głowie i coraz mniej miejsca dla siebie i własnych potrzeb? Może to także wpływ Facebooka i możliwość dzielenia się swoim życiem poprzez zdjęcia i krótkie komunikaty od...

Priorytety

W dziwnych czasach przyszło nam żyć. Każdy to widzi, odczuwa i przeżywa na swój sposób. Spadło na nas coś, czego do tej pory doświadczały pokolenia w zamierzchłej przeszłości. Pandemie. Epidemie. Pomór. Wydawało się nam, że jesteśmy tacy wspaniali, wielcy i doskonali. Egzystowaliśmy w złudnym poczuciu, że jesteśmy panami świata, że podporządkowaliśmy sobie przyrodę, naukę i wszystko inne, a w naszych rękach i umysłach jest moc, która daje nam prawo myśleć, że na wszystko znajdziemy lekarstwo, odpowiedź, receptę i wytłumaczenie. Aż nadszedł wspaniały rok 2020 i cała wizja naszej wspaniałości prysła jak bańka mydlana. Zmieniło się wszystko. A my stoimy bezradni wobec czegoś, co zbiera swoje żniwo bez względu na wszystko.   I kiedy tak wyglądam przez okno, gdzieś z tyłu mojej głowy kiełkuje jakaś apokaliptyczna myśl, że to jest koniec. Koniec rzeczywistości, w której żyliśmy. Koniec nas, takich jakimi byliśmy. Chciałabym, aby ten trudny czas nauczył nas czegoś dobrego, żeby...

Przewrotność losu

Kiedy byłam młoda i piękna, a było to jakieś 20 lat temu, myślałam, że nie ma nic lepszego niż poświęcić się karierze naukowej, a jeżeli już dane mi będzie założyć z kimś rodzinę, to zrobię to z mężczyzną, który wszystko zaplanuje, zorganizuje i będzie stał na straży bezpieczeństwa i dobrobytu tej najmniejszej komórki społecznej. O jakże wielką naiwnością się wykazałam w moim poprzednim wcieleniu! Jaką głupotą życiową byłam przepełniona i jakże niedojrzałym podejściem do realiów życiowych się kierowałam! Na szczęście jakiś palec boży wskazał mi inną drogę życiową i postawił na mojej drodze człowieka, który nauczył mnie niezależności, samodzielności i radzenia sobie ze wszystkim. Często psioczyłam w duchu na to, że muszę być "herszt-babiszonem" trzymającym w ryzach wszystkie codzienne sprawy, obowiązki i powinności, że nie mogę sobie pozwolić na beztroską egzystencję typu "leżę i pachnę", że muszę kopać się z życiem i brać się z nim za bary każdego dnia. Był to dl...